Wywiad z Shihan Masatomi Ikeda:

Shihan Masatomi Ikeda      Shihan Masatomi Ikeda       Shihan Masatomi Ikeda      Shihan Masatomi Ikeda     

Wywiad z Shihan Masatomi Ikeda
Pytania: Urs Wilhelm
Tłumaczenie: Yumi Mueller-Miura

    Minęło już ponad 20 lat, odkąd przybył Pan jako Shihan dla A.C.S.A. do Szwajcarii. Co Pana tu przywiodło?


   Jak Pan już wie, udałem się w październiku 1965 do Włoch, gdzie uczyłem 5 lat aikido. We Włoszech odnalazłem się jako nauczyciel i dopiero tam zauważyłem, jak bardzo byłem niedojrzały. Chciałem wracać do Japonii, by tam przyswoić sobie na nowo aikido od samych podstaw. To był powód mojego powrotu do Japonii w 1971 roku. Dzięki życiu nauczyciela we Włoszech stało się dla mnie jasne, że kocham aikido i że nauczanie jest zawodem mojego życia. Powiedziałem sobie: jedziesz do Japonii po to, by po 2, 3 latach powrócić znów do Włoch. Jednakże zostałem w Japonii 7 lat. Ku temu istniały dwa powody: po pierwsze miałem w Japonii stanowisko nauczyciela wychowania fizycznego. (W latach 70-tych aikido nie było w Japonii na tyle rozpowszechnione, żeby można było się z tego utrzymać.) Po drugie potrzeba było 7 lat, aby moja wiara w siebie stała się wystarczająco silna, bym mógł wytrwać jako nauczyciel aikido. Dla mnie osobiście ten drugi powód był o wiele ważniejszy.
   W japońskim społeczeństwie jest problem, by obok wykonywanej pracy znaleźć jeszcze czas na treningi. Miałem szczęście. Jako nauczyciel wychowania fizycznego stale byłem w ruchu i musiałem zmagać się codziennie z problemami nauczania, do tego miałem jednocześnie wystarczająco dużo czasu na aikido. Punktem ciężkości w aikido stało się nie tyle samo nauczanie, ile wzmacnianie

i polerowanie mojego wewnętrznego "ja".
   Na początku nauczałem wychowania fizycznego i higieny, potem zostałem nauczycielem judo. Był to czas, kiedy japońskie kuratorium uznało naukę kendo i judo za przedmioty szkolne. Tak więc moje warunki uprawiania aikido polepszyły się znacznie.
Na uwadze miałem wciąż mój powrót do Japonii. Jako przygotowanie do tego zorganizowałem letnie kursy w Neapolu, kilka lat przed rokiem 1977. Potem nadeszła oferta z Hombu. Za wydelegowanych za granicę nauczycieli był wówczas odpowiedzialny Shihan Chiba, żyjący teraz w San Diego. Pewnego dnia zapytał mnie: "Szwajcarzy chcieliby mieć japońskiego nauczyciela; nie zechciałbyś przypadkiem tam się udać ? A.C.S.A. jest skomplikowaną organizacją, nie mogę jej niestety polecić z pełnym przekonaniem. Jako,

że zawsze mówisz, że tak czy inaczej pojedziesz z powrotem do Włoch, nie pomyślałem od razu o twojej kandydaturze. Ale tak właściwie to właśnie ty nadajesz się najbardziej do tego. Masz doświadczenie jako nauczyciel we Włoszech i jesteś w stanie prowadzić organizację. Twoja żona (była żona) jest Szwajcarką, niezwykłym zbiegiem okoliczności. Doshu też się zgodził. A więc wszystko zależy od ciebie." Wtedy nie miałem jeszcze pojęcia, jak bardzo skomplikowaną i trudną organizacją była A.C.S.A. Skonsultowałem się
z moim nauczycielem, Shihan Tadą, i postanowiłem, że zamiast do Włoch, pojadę do Szwajcarii.

    Kiedy przyjechał Pan do Szwajcarii, na jakim poziomie stało tam wtedy aikido ?

    Między Włochami, Niemcami, Francją i Szwajcarią istniała wówczas pod względem technicznym różnica 10 lat. Pochodziła ona stąd, że Szwajcaria aż do tamtej pory nie dysponowała żadnym japońskim nauczycielem. Dziś ta sytuacja jest inna. W Europie wyrośli już dobrzy nauczyciele, stąd nie ma konieczności poszukiwania nauczycieli z Japonii. Jednakże wtedy liczyło się to, czy organizacja ma japończyka, czy nie.
   Dwa prądy wewnątrz A.C.S.A. wywarły na mnie bardzo duże wrażenie. Każdy kraj ma podobną tendencję: jedna grupa faworyzuje bardziej aspekty duchowe aikido, druga podkreśla mocniej elementy techniczne. Podział ten był w Szwajcarii bardzo głęboki. Wtedy A.C.S.A. miała 6-ciu głównych członków, pochodzących z dwóch miast - Zurichu i Lozanny. Gdy spotykali się na np. zebraniach, odnosili się do siebie bardzo przyjaźnie. Jednak podczas moich wizyt w dojo słyszałem od obydwu stron słowa wzajemnej krytyki. Ta sytuacja określiła moją drogę jako nauczyciela: techniczne aspekty aikido przeważyły w nauce ludzi skłaniających się do elementów technicznych, duchowe aspekty dla ludzi osiągających lepsze wyniki w części duchowej. To była moja metoda, łagodny lub silny środek wyrazu; a wszystkie ugrupowania krytykowały się nadal.
   Już w początkach mojego pobytu w Szwajcarii Shihan Tada organizował regularne kursy letnie w Le Brassus. Przybywali tam uczniowie z różnych krajów, którzy wnosili wiele życia w te kursy. Można jednak było zaobserwować pewien fenomen, niepewność, pochodzącą ze stylowych różnic pomiędzy poszczególnymi aikidokami: nie było łatwe walczenie z tym lub tamtym partnerem, więc usiłowano się

od tego wymigać. Wzajemna krytyka nie rozwiązuje problemów. Staram się nauczać w ten sposób, aby można było się zapoznać
z różnymi rodzajami aikido i wszędzie się znaleźć.

    Jakie było najważniejsze rozwiązanie techniczne w aikido w ramach organizacji A.C.S.A. na przestrzeni 20-tu lat ?

    Ludzie, którzy uczęszczają so A.C.S.A. prawdopodobnie podzielają moje zdanie. Rozwój aikido w ramach A.C.S.A. jest ogromny.
Nie chcę się chwalić, ale to ja wskazałem drogę, a to uczyniło z A.C.S.A. to, czym jest ona dziś. Czym jest aikido ? Czym powinno ono być ? Te ważne pytania stały się dla mnie poprzez codzienną pracę dla A.C.S.A. jeszcze wyraźniejsze i jaśniejsze. Nie znaczy to jednak, że zostałem zepchnięty na samo dno.
   Od więcej jak 20-tu lat studiuję techniki aikido z teoretycznego punktu widzenia. Krótko po tym, jak przybyłem do Szwajcarii, udało mi się poukładać te wiadomości systematycznie. Dzięki temu rozjaśnił się sam obraz aikido. Było to około 1978, gdy otrzymałem 6-ty dan. Ten przełom pozwolił na wyzwolenie niepewności we mnie i na zajęciach i na usunięcie jej. Uważam, że okres ten jest czymś szczegółowym dla rozwoju aikido w A.C.S.A. Zmieniłem się, ale potrzeba jeszcze co najmniej 10 lat, aż moi uczniowie zaakceptują moją przemianę i sami zaczną się zmieniać. Pierwsze 5 lat w tym okresie oznaczało chaos: aikido ikeda stało się aikido judo, stało się aikido karate. Ikeda naucza twardego aikido. Taką opinię słyszało się od krytyków. Nie zauważyli oni jednak, że wprowadziłem takie elementy do aikido, jakie im się podobały.
   Ludzie, którzy przyjęli moją przemianę i postarali się dotrzymać mi kroku, zaszli o wiele dalej. Na koniec okazało się, że istnieje duża różnica w obu grupach pod względem umiejętności. Dowodzi to, że krytycy nie mieli racji. Po kolejnych 5-ciu latach ludzie ci udowodnili, że zaszli dalej, zrobili niesamowicie ogromne postępy. Głos krytyków zamilkł, ludzie, którzy przeżyli moje aikido

i zaakceptowali je, zjednoczyli się i rozpoczęli intensywną pracę. Następcy ich podążali tymi samymi śladami i doszli do tego samego punktu, jaki osiągnęli ich poprzednicy, jednakże w krótszym niż oni czasie.

powrót do poprzedniej strony  |